Zima się zbliża i misie szykują zapasy izolacji podskórnej. Dziś nabrałem ochoty na garowanie, naleśniki dokładniej, a że ze wspinowego weekendu we frankenjurze zostały jakieś dziwne zapasy w konserwach, ogarnąłem je i wyszło nadzienie hiszpańsko- meksykańskie. Gdy ostatnio robiłem chimichangas strasznie mi się łamały placki. Teraz, z naleśnikami nie było tego problemu, ale też wielkość patelni nie pozwalała na szaleństwa. Zawijanie musiałem ograniczyć do minimum więc wyglądają całkiem jak tradycyjne od-mamowe naleśniki z serem podsmażane na maśle. Zapiecze się z serem i będzie git :D
W trakcie kucharzenia podczytywałem "Lesia" któryś kolejny raz i poparskując śmiechem przypalałem kolejne naleśniki. Ponoć na humor Chmielewskiej nie można być obojętnym- albo się go kocha, albo nienawidzi. Mi bardzo odpowiada. "Dzikie białko", "Wszystko Czerwone", serie o Janeczce i Pawełku, historie Joanny, Tereska i Okrętka, wszystkie lubię.
Tłuszczyk spalę jutro na panelu, mam nadzieję. Wracam ostatnio z pracy późno i brak mi trochę spokoju, odprężenia i snu. Wczoraj włączyłem nową płytę ZAZ a chcąc się podelektować wyciągnąłem się na łóżku... nie pamiętam nawet jednego utworu. Obudziłem się rano.
Mądrość żadna do mnie nie przyszła więc nie mam się czym dzielić. Spostrzeżenia codzienne też przez niemrawy żywot jakoś nieobecne. Może przez te oczka napuchnięte i zaspane. Postanawiam zatem iść spać dziś, aby móc znów chłonąć świat bez filtra. Miłego wieczoru zatem Wam wszystkim, zaległości ponadrabiam wkrótce... goni mnie świat :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz