Na dodatek latanie w skale zawsze wiąże się z ryzykiem. Łatwo uderzyć w coś głową, trudno kontrolować upadek. Świadomość tego wszystkiego wywołuje lęk który usztywnia ruchy, zagina palce w szpony i powoduje mimowolny przykurcz ramion. Oddech przyspiesza a napięte mięśnie zaczynają drżeć jeszcze przed wejściem w trudny odcinek. Ja w każdym razie tak mam, boję się jak cholera gdy wyjdę nad wpinkę. Zaczynam w panice obmacywać skałę szukając wsparcia dla dłoni i stóp. Hiperwentyluję prawie. Ale idę, bo co tam, i tak łatwiej niż w życiu.
To taki zaległy pościk z doświadczeń frankenjurajskich, gdzie wspinanie wymaga silniejszej psychiki ze względu na specyficzne rozmieszczenie punktów asekuracyjnych.
Bawarskie śniadanie, w zestawie kufel piwa.Obok widoczki jurajskie, ożywiona i nieożywiona pcha się drzwiami i oknami, tylko podziwiać...






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz