piątek, 26 października 2012

Cool


   Trzeci dzień słucham "Libertango" w przeróżnych wykonaniach. O dziwo, co odkryłem przed chwilą, temperamentem największym wykazała się KAYAH. Chwała, Sława  Przekonany byłem, że to jakaś grubymi milionami zmotywowana sława międzynarodowa do Bondowego filmu kawałek nagrała. Polecam, jeśli klimat wam odpowiada. 

   Dziś byłem na koncercie tanga argentyńskiego w synagodze. 
Jak zwykle akustyk musiał na głowie stawać a i tak na początku było ciężko. Zespół za to rewelacyjny. Klimat świetny. Grali trochę swoich autorskich, i trochę aranży tradycyjnego tanga- nie żebym się znał... cytuję Fajnie pocinali na czterech akordeonach, poza tym silna ekipa smyczkowa i fortepian. 
Jak dla mnie wokal bardziej do teatru się nadawał trochę, ekspresję w każdym razie miał dużą Dziewczynom się podobało ponoć. Zresztą.. taki pan macho prosto z Buenos Aires w czerwonej koszulce i czarnych spodniach.. klimatycznie się na scenie prezentował. 
Ogólnie malowniczy byli, i oko się cieszyło wespół z uchem.
Zdjęć nie robiłem, pooglądacie se w gazetach  tak tylko, żeby było do czego opis zrobić kliknąłem w telefon. 

   Fajnie bo tanio, a nawet miejsce siedzące miałem.
Śmiesznie, bo prosto ze ściany na kulturę pojechałem, dobrze, że na Fpince warun jest sanitarny 

   Wcześniej zrobiłem ostatnie zakupy w ramach urodzin moich, i mam mikrofon, statyw i interfejs nowy  tylko o słuchawkach na dużego Jacka nie pomyślałem, nagrałbym wam coś na nowym sprzęcie  I znowu- nie żebym umiał, ale sprzęt jest to pomęczę. Kto nie chce, może nie słuchać, prawda?  To już jutro.. chyba że po treningu ruszyć ręką nie będę mógł. 

   Nie wiem jak Wy, ale ja z niecierpliwością czekam jutra.. czyli dzisiaj właściwie  Jak co dzień. Bo jutro zawsze jest tyle świata do odkrycia, nie? Tyle do stworzenia i do zepsucia (ech!) Takie życie. Się zepsuje, to się naprawi. Kto, jak nie my. Positive way!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz