piątek, 4 maja 2012

Cichy plusk.


   Słońce, ciepło, rytm podróży wybijany ramionami o zieloną toń. 
Przewijająca się w głowie melodia pieśni pracy na długie pociągnięcia.
Muśnięcie twarzy wiosennym liściem pochylonej nad wodą brzozy.
Wieczorne rozbijanie obozowiska, znoszenie drewna, noc z gitarą przy ognisku.
Komary.

piątek, 20 kwietnia 2012

Gapa.


   Wychodząc w rejs wszystkie troski zostawiam na brzegu. 
Banał. Fakt. Zostaje zawsze cowieczorna nostalgia kapiąca w kubryku ze strun prosto w pudło gitary. 
Takie oderwanie od ciążących na sercu/głowie/portfelu spraw odświeża. Daje wytchnienie. Resetuje. 
Wynika to pewnie głównie z konieczności skupienia na "Tu i Teraz",zaabsorbowaniu wykonywanymi czynnościami. Błędy drogo kosztują.
   Przy wspinaczce jest podobnie. Co prawda wyprawa "na górę" trwa minuty a nie tygodnie, ale aplikowana regularnie działa. Uzależnia. Przecież sport to zdrowie.
Efekt jest niezbyt trwały, za to silny.
   Wczoraj w pracy, zauważyłem murek. Stary. Rudy. Większość cegieł zdrowa, spoiny częściowo puste. Idealny. Po południu grzał się w promieniach wiosennego słońca. Kłuł mnie w oczy. Znosząc narzędzia po skończonym dniu zatrzymałem się przy nim. Odniosłem narzędzia pod bagażnik. Wróciłem i oparłem się o ciepłe i chropowate cegły. Zdjąłem kurtkę i chwyt za chwytem wszedłem i zszedłem. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu.
Narzędzia zostały.
   Następnym razem zmienię buty na rude. Przecież jeżdzą na tylnym siedzeniu.

niedziela, 11 marca 2012

Ogień


   Byłem dziś na spacerze po pachnącym deszczem lesie sosnowym. Idąc świeżą przecinką wdychałem z nostalgią zapach żywicy. Oczy same wyszukiwały to wszystko, co może się przydać na biwaku, miejsce na namiot i ognisko, gałęzie na szałas i legowisko, pnie zwalonych drzew- skarbnice leśnych ludzi. Deptałem błotnistą ścieżkę w deszczu i czułem że świat jest piękny a wszystko jest jednak proste. Nie mogłem się oprzeć i ze zwalonej brzozy zdjąłem trochę kory. "Birch bark roll"  Ogień na kominku. Wieczór w Domu .

czwartek, 1 marca 2012

Skojarzenie

   Towarzyszu podróży, zbudowałeś byt swój zasklepiając jak termit wyloty ku światłu i zwinąłeś się w kłębek w kokonie nawyków, w dławiącym rytuale codziennego życia. I choć przyprawia cię on co dzień o szaleństwo, mozolnie wzniosłeś szaniec z tego rytuału przeciw wichrom, przypływom, gwiazdom i uczuciu. Dość trudu cię kosztuje, by co dnia zapomnieć swej kondycji człowieka. Teraz glina, z której zostałeś utworzony, wyschła i stwardniała. Nikt już się nie dobudzi w tobie astronoma, muzyka, altruisty, poety, człowieka, którzy zamieszkiwali może ciebie kiedyś. 
Dzień Świra

... bo jestem bezwolny golem. Bo jestem wiecheć pakuł gnany wiatrem wzdłuż gościńca. Dokąd, powiedz mi, mam pojechać? I po co?
Miecz  Przeznaczenia